Nie miałam pojęcia, że szycie tak mnie wciągnie... Nigdy wcześniej nie miałam potrzeby szyć, szydełko owszem nawet haftowanie, aż tu nagle chęć posiadania patchworkowej narzuty wygrała! Sciągnęłam do domu maszynę (zabytek) po mojej Mamie i żeby nie było tak łatwo uszyłam metodą prób i błędów pierwszą poduszkę. Częściowo ręcznie, a częściowo maszyną. Oj nie było łatwo...:) I tak to wygląda :)
Z zewnątrz kolorowa, a spód czerwony. Jak na pierwsze w życiu szycie na maszynie to chyba nie jest tak źle :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Po światecznie ...
Trochę minęło już od świąt, za chwilę następne Wielkanocne :). Ale co tam powrzucam troszkę prezentów, jakie powstały w gorączce przedświate...
-
Po powrocie z Włoch, a właściwie jeszcze przed wyjazdem natchnęło mnie żeby zrobić sobie małą portmonetkę. Naoglądałam się na stylowych i po...
-
Kolejna tilda na warsztacie. Jakoś tak się składa, że Synuś mój znów szedł na urodzinki, tym razem do "swojej dziewczyny" siedmiol...
-
Jesień nastała, piękna i ciepła tego roku, niestety jak to zwykle bywa o tej porze roku zbiera żniwo chorobowe :(. Najpierw moje maluchy (ju...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz